Opowiadanie
W roku tysiącdziewięćsetdziewięćdziesiątymczwartym
Ci, co tańczyli Mendelsona wiedzieli,
Że nie ma miłości prawdziwej
I żadnej prostej matematycznej.
Czy wiecie, ile napisali trenów o tych,
Co wierzyć nie umieli?
Ci, co na górze stali wiedzieli,
Że wiara jest zielona
I winnych, ale niewinnych
Niewinnych, ale winnych
Wybrać muszą.
A ja wąchałam fetor wyroków.
Ci, co na dole stali
Szkiełka i piórka zbierali,
Do jutra szli, do bliżej Dzisiaj
Ścieżką śmiesznie krętą
Długą, jak pół wieku w Polsce.
Ci, co daleko stali
Czuli się, jak na tureckim kazaniu –
A ja rysowałam słońce dzieciom.
